Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że #eurowpierdol stał się rutyną. Co roku wchodzisz i bez mrugnięcia okiem wiesz, że szybko pozbędziemy się marzeń o LM z jakimś FC Gżegżułkilirisem albo wice-mistrzem Sealandu. O awans do LE również zawsze musimy drzeć z potęgami, których budżet wynosi worek ziemniaków i pół kostki masła. A jak trafimy na jakiś klub reprezentujący poziom piłki co najmniej znośnej do oglądania… nawet nie ma co dyskutować o różnicy poziomów.

Jak to jest możliwe, że większa część zachodu i południa Europy (w tym na Bałkanach) potrafi jako-tako wyszkolić swoich piłkarzy, wbić im podstawy taktyki do łbów, a na dodatek zarządzać finansami w rozsądny sposób? Jakim cudem zawodnicy bujający się po hiszpańskich klasach okręgowych reprezentują lepszy poziom przygotowania fizycznego oraz technicznego od niby profesjonalnych kopaczy z polskich boisk?

Nasza piłka jest aż tak przegniła od środka?

#mecz #ekstraklasa